Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HAND MADE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HAND MADE. Pokaż wszystkie posty
środa, 13 maja 2020
Torebka ze sznurka na szydełku :)
Torby, torebki, sakiewki towarzyszą ludziom od niepamiętnych czasów. Pierwsza znaleziona przez archeologów torebka ma 5500 lat. Torebka to może za duże słowo. Był to woreczek udekorowany psimi zębami.
Torebka początkowo służyła do przechowywania pokarmów. Z czasem ewoluowała – by prócz funkcji praktycznej, spełniać również estetyczną. Modni chcieli być już od czasów Starożytnego Egiptu, dacie wiarę? Torebka była wyznacznikiem i symbolem statusu społecznego. W Średniowieczu torby służyły głównie mężczyznom, w szczególności kupcom. Noszone były na boku lub przymocowane były do pasa.
W XV wieku torebka była tradycyjnym darem od pana młodego dla jego narzeczonej. Taka alternatywa dla pierścionka zaręczynowego! Zwykle sakwy te były bogato haftowane i ukazywały historię miłosną pary.
Nowoczesna torebka, bardzo zbliżona do współczesnego wyglądu, swój początek zawdzięcza angielskiej rewolucji przemysłowej, podczas której rozwój kolei, częstsze przemieszczanie się ludzi i konieczność zabierania ze sobą przedmiotów użytku codziennego zmusiły ludzi do nabywania tego dobra. Aż wreszcie ruch emancypacji kobiet, rozwój technologiczny w XX w., branding – torebka zaczęła pojawiać się na wybiegach znanych projektantów: tj. Dior, Chanel, Louis Vuitton i stała się produktem „must have” w stylizacjach wielu Pań.Dziś w szafach kobiet i mężczyzn wiele jest toreb w różnych fasonach, wzorach i kolorach. Taki praktyczno-estetyczny dodatek do "stylówki".
Z roku na rok, coraz bardziej doceniane są torebki tworzone własnoręcznie na szydełku: z bawełnianego sznurka, z rafii, z włóczki. Choć to hit sezonu roku 2020 to sznurkowe torebki to powrót do mody z wcześniejszych dekad. Nie wiem czy mi uwierzycie, ale torebka z poniższego zdjęcia zrobiona przeze mnie to pierwsza rzecz jaką tak naprawdę zrobiłam na szydełku. Kilka razy ćwiczyłam proste ściegi na szydełku i drutach przy użyciu wełny. Wyszło… no tragicznie. Nic nie wyszło. A że lubię od razu widzieć efekty swojej pracy postanowiłam, że od razu wypłynę na głębiznę. Zamówiłam szary, bawełniany sznurek, włączyłam YT i zaczęłam wywijać szydełkiem. Pierwsze koło (przód torebki) sprułam, bo źle policzyłam oczka i wyszło mi kilka „dziur”. Podejście nr 2 to przód torebki ze zdjęcia.
Na filmie instruktażowym było o jeden rządek mniej. Oznacza to, że torebka miała średnicę ok. 24-25cm. Moja ma ok.29-30cm. Chciałam zrobić nieco większą torebkę, która pomieści, nie tylko telefon i paczkę chusteczek, ale i kilka drobiazgów. Na zdjęciach powyższych torebka ma kolor bardziej gołębi. W rzeczywistości jest bardziej szara, jak tu:
Do torebki dodałam metalowe kółka (element innej, starej torebki, która przed wyrzuceniem została rozbrojona) oraz pasek, dopięłam chwost (który zrobiłam ze sznurka) i doszyłam dwa guziczki.
Na zdjęciu torebkę prezentują Justyna i jej piękne, zgrabne, długie nogi. Dziękuję! :)
„Pokaż mi swoją torebkę, a powiem Ci kim jesteś”. Ja zanim odpowiem, zapytam: "Którą?" :)
czwartek, 16 kwietnia 2020
Album najpiękniejszych wspomnień :)
Jubileusz to taki moment, który kończy dotychczasowy i rozpoczyna nowy rozdział życia. Bardziej w symboliczny sposób, niż faktyczny, ale jest pewnego rodzaju przełomem, momentem podsumowań.
Kiedy czas przyniesie "-nastą" czy "-dziestą" rocznicę, przypominamy sobie te już minione. Powracają wspomnienia, obrazy, przychodzą na myśl ulubione smaki, zapachy, sytuacje, myślimy o tym jak było kiedyś, itd.
Niewątpliwie wspaniałym nośnikiem wspomnień są zdjęcia. Zatrzymują one bardzo ulotne kawałki rzeczywiści. To dzięki nim można otworzyć odtworzyć historie życia, przypomnieć sobie o tym co było,jak było, z ich pomocą dostrzec jak nieubłaganie upływa czas.
Poniżej przedstawiam Wam Album najpiękniejszych wspomnień, który zrobiłam z okazji Urodzin Agatki. Wszystkie drewniane napisy i dekory zostały przeze mnie pomalowane, a następnie przyklejone, podobnie jak reszta elementów.
To wyjątkowy album dla wyjątkowej Osoby. Agatka to moja "siostra", której nie przyniósł bocian, a która (tak dla odmiany) "przeszła przez ścianę". Mieszkałyśmy niegdyś drzwi w drzwi. Agatka to moja długoletnia Sąsiadka, Powierniczka Dużych i Małych Tajemnic, Najbliższa Rodzina którą wybrałam sobie sama, z którą spędzałam wiele przed-, do-, (-) popołudni w dzieciństwie, dzieliłam wiele radości, która zawsze jest przy mnie i o mnie pamięta.
Album, który stworzyłam pełen jest naszych wspólnych zdjęć, zawiera też różne obrazki wraz z opisami, spojrzeniami, anegdotami i komentarze do ukazanych na fotografiach sytuacji. Jest sentymentalny i dość osobisty, dlatego nie pokażę Wam jego zawartości. Uchylę jedynie rąbka strony i pokażę Wam dwie umieszczone w nim migawki.
Pierwsze zdjęcie to mix dwóch fotografii - Agatki ze swoim pieskiem Bobbym i mojego zdjęcia z moim pupilem. Miłość do psów, groszków to tylko dwie z wielu wspólnych nam cech, które "przeszły przez ścianę" :)
Drugie, to również zestawienie dwóch zdjęć w podobnych pozach. Pierwsze zrobione w Dniu Ślubu Agatki, drugie w Dniu mojego ślubu. Te same osoby, w różnym czasie. Cały czas ramię w ramię, obok siebie :)
Do prezentu dołączyłam własnoręcznie zrobioną kartkę, która nawiązuje do drugiej części prezentu :) Ciekawe czy zgadniecie jakiego? Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła zdradzić, o czym właśnie piszę.
A czy Wy kiedyś robiliście komuś Bliskiemu podobny prezent? :) Albo sami taki otrzymaliście? :)
Kiedy czas przyniesie "-nastą" czy "-dziestą" rocznicę, przypominamy sobie te już minione. Powracają wspomnienia, obrazy, przychodzą na myśl ulubione smaki, zapachy, sytuacje, myślimy o tym jak było kiedyś, itd.
Niewątpliwie wspaniałym nośnikiem wspomnień są zdjęcia. Zatrzymują one bardzo ulotne kawałki rzeczywiści. To dzięki nim można otworzyć odtworzyć historie życia, przypomnieć sobie o tym co było,jak było, z ich pomocą dostrzec jak nieubłaganie upływa czas.
Poniżej przedstawiam Wam Album najpiękniejszych wspomnień, który zrobiłam z okazji Urodzin Agatki. Wszystkie drewniane napisy i dekory zostały przeze mnie pomalowane, a następnie przyklejone, podobnie jak reszta elementów.
To wyjątkowy album dla wyjątkowej Osoby. Agatka to moja "siostra", której nie przyniósł bocian, a która (tak dla odmiany) "przeszła przez ścianę". Mieszkałyśmy niegdyś drzwi w drzwi. Agatka to moja długoletnia Sąsiadka, Powierniczka Dużych i Małych Tajemnic, Najbliższa Rodzina którą wybrałam sobie sama, z którą spędzałam wiele przed-, do-, (-) popołudni w dzieciństwie, dzieliłam wiele radości, która zawsze jest przy mnie i o mnie pamięta.
Album, który stworzyłam pełen jest naszych wspólnych zdjęć, zawiera też różne obrazki wraz z opisami, spojrzeniami, anegdotami i komentarze do ukazanych na fotografiach sytuacji. Jest sentymentalny i dość osobisty, dlatego nie pokażę Wam jego zawartości. Uchylę jedynie rąbka strony i pokażę Wam dwie umieszczone w nim migawki.
Pierwsze zdjęcie to mix dwóch fotografii - Agatki ze swoim pieskiem Bobbym i mojego zdjęcia z moim pupilem. Miłość do psów, groszków to tylko dwie z wielu wspólnych nam cech, które "przeszły przez ścianę" :)
Drugie, to również zestawienie dwóch zdjęć w podobnych pozach. Pierwsze zrobione w Dniu Ślubu Agatki, drugie w Dniu mojego ślubu. Te same osoby, w różnym czasie. Cały czas ramię w ramię, obok siebie :)
Do prezentu dołączyłam własnoręcznie zrobioną kartkę, która nawiązuje do drugiej części prezentu :) Ciekawe czy zgadniecie jakiego? Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła zdradzić, o czym właśnie piszę.
A czy Wy kiedyś robiliście komuś Bliskiemu podobny prezent? :) Albo sami taki otrzymaliście? :)
czwartek, 25 kwietnia 2019
Po Wielkanocy i tak królują króliki :)
Cześć! :)
Już po Świętach Wielkanocnych, ale u niektórych króliki będą gościć nie tylko od Święta! :) Tildowe zajączki, uszyte przez moją Mamę, przykicają do Tosi i jej brata :)
Będą służyć jako dekoracja pokoju... albo przytulanka dla Najmłodszych :)
Pozdrawiam,
Asia
Już po Świętach Wielkanocnych, ale u niektórych króliki będą gościć nie tylko od Święta! :) Tildowe zajączki, uszyte przez moją Mamę, przykicają do Tosi i jej brata :)
Będą służyć jako dekoracja pokoju... albo przytulanka dla Najmłodszych :)
Pozdrawiam,
Asia
wtorek, 20 grudnia 2016
Na długo przed świętami…
Po bardzo długiej nieobecności chciałam zacząć od wpisu nastrajającego bożonarodzeniowo - od fotorelacji z jarmarku wiedeńskiego, na którym miałam być okazję w ubiegłym tygodniu. Jednak w obliczu poniedziałkowej tragedii w Berlinie byłoby to trochę nie na miejscu…
Zacznę zatem inaczej.
Nie wiem jak jest w waszych domach, ale my do Świąt Bożego Narodzenia można powiedzieć, że przygotowujemy się przez cały rok. Ci, którzy znają mnie i moją Mamę wiedzą, że dla nas czas przygotowań do świąt bez tworzenia wianków to czas jałowy. Przez cały rok szukamy przeróżnistych inspiracji i materiałów na nową wiankową odsłonę. Co roku w innej formie, z nowymi elementami tworzymy kolejne ozdoby rozdając je ludziom, których lubimy, szanujemy, kochamy oraz wszystkim tym, z którymi chcemy podzielić się cząstką nas samych.
W tym roku wpadł nam do głowy pomysł bukowy...
A to co u nas w myślach zazwyczaj przechodzi do konkretnych czynów oznaczać mogło jedynie to, że połowie września zapuściliśmy się w buczyny nieopodal naszego miasta.
Nie wiem czy kiedyś mieliście okazję widzieć szyszki bukowe, ale ja jestem nimi totalnie oczarowana! Moim zdaniem są niezwykle piękną ciekawostką przyrodniczą: ze względu na oryginalny pokrój oraz na to, że rosną na drzewach liściastych. Każda szyszka stanowi okrywę dla bukowego orzeszka (tzw. bukwi), który jest jadalny i jadany przez zwierzęta i ludzi.
Na początku ciężko byłoby nam znaleźć szyszki ze względu na ich kolor zlewający się z runem leśnym.
Jednak po zmianie perspektywy na bardziej poziomą i pozycji na "półleżącą" dostrzec można było długi bukowy dywan. I tak po półtorej godziny, w trzyosobowym składzie Zbieraczy, mieliśmy trzy pełne siatki leśnych owoców.
Przeleżały one do grudnia czekając na adwentowy radosny czas i... bukowy zawrót głowy. W ruch poszły: siano, szyszki, biała farba, koralikowe łańcuchy choinkowe, kryształki i brokat, by po wielu godzinach pracy powstały bukowe wianki:
Kilka wianków trafiło już w ręce naszych Dobrodziejów, a kilka dopiero zapuka do ich drzwi…
Puk, puk... Kto tam?
Zacznę zatem inaczej.
Nie wiem jak jest w waszych domach, ale my do Świąt Bożego Narodzenia można powiedzieć, że przygotowujemy się przez cały rok. Ci, którzy znają mnie i moją Mamę wiedzą, że dla nas czas przygotowań do świąt bez tworzenia wianków to czas jałowy. Przez cały rok szukamy przeróżnistych inspiracji i materiałów na nową wiankową odsłonę. Co roku w innej formie, z nowymi elementami tworzymy kolejne ozdoby rozdając je ludziom, których lubimy, szanujemy, kochamy oraz wszystkim tym, z którymi chcemy podzielić się cząstką nas samych.
W tym roku wpadł nam do głowy pomysł bukowy...
A to co u nas w myślach zazwyczaj przechodzi do konkretnych czynów oznaczać mogło jedynie to, że połowie września zapuściliśmy się w buczyny nieopodal naszego miasta.
Nie wiem czy kiedyś mieliście okazję widzieć szyszki bukowe, ale ja jestem nimi totalnie oczarowana! Moim zdaniem są niezwykle piękną ciekawostką przyrodniczą: ze względu na oryginalny pokrój oraz na to, że rosną na drzewach liściastych. Każda szyszka stanowi okrywę dla bukowego orzeszka (tzw. bukwi), który jest jadalny i jadany przez zwierzęta i ludzi.
Na początku ciężko byłoby nam znaleźć szyszki ze względu na ich kolor zlewający się z runem leśnym.
Jednak po zmianie perspektywy na bardziej poziomą i pozycji na "półleżącą" dostrzec można było długi bukowy dywan. I tak po półtorej godziny, w trzyosobowym składzie Zbieraczy, mieliśmy trzy pełne siatki leśnych owoców.
Przeleżały one do grudnia czekając na adwentowy radosny czas i... bukowy zawrót głowy. W ruch poszły: siano, szyszki, biała farba, koralikowe łańcuchy choinkowe, kryształki i brokat, by po wielu godzinach pracy powstały bukowe wianki:
Kilka wianków trafiło już w ręce naszych Dobrodziejów, a kilka dopiero zapuka do ich drzwi…
Puk, puk... Kto tam?
środa, 9 marca 2016
Bukiet, który rozpływa się w ustach…
Wczoraj wszystkie kobietki miały swój dzień - Dzień Kobiet. Mam nadzieję, że wiele z Was mile celebrowało swój dzień. Ja spędziłam ten czas w pracy, przez dwanaście godzin kręcąc dla pań przeróżne bukiety. :)
Lubię w te wyjątkowe i bardzo handlowe dni pomagać w zaprzyjaźnionej kwiaciarni, choć nie ukrywam, jest to naprawdę ciężka, fizyczna praca. Jeśli ktoś nie wierzy, zachęcam do pracy w handlu w Walentynki bądź Wigilię. Lubię te dni przede wszystkim dlatego, bo można wtedy usłyszeć wiele ciepłych słów, wysłuchać ciekawych historii od klientów; wtedy też nie jest nam żal wydać kilkadziesiąt złotych na KWIATY. Nie mam tutaj tylko i wyłącznie na myśli zysków dla florystów. Chodzi mi przede wszystkim o to, że właśnie w te wyjątkowe dni, nie szczędzimy pieniędzy na obdarowanie kogoś kwiatami i hojniej niż zwykle, otwieramy swe portfele. W wielu w nas bowiem istnieje przekonanie, że lepiej dać na prezent coś materialnego, coś, co się przyda, bo „inwestycja” w kwiaty jest krótkoterminowa i bezzwrotna.
Kwiaty traktowane są bardzo po macoszemu. Najczęściej dawane są od święta lub na przeprosiny, rzadko bez okazji. Dla mnie - kobiety, są jednym z piękniejszych prezentów na każdą okazję. Przede wszystkim ze względu na doznania estetyczne z nimi związane. Piękny zapach (choć już niestety rzadziej przyjemnie pachną) i odrobina łąki w domu, to coś, czego nie da nam kwiatowa apaszka spryskana najpiękniejszym perfumami. Nade wszystko lubię je dostawać dlatego, iż mam poczucie, że dla tego, kto mi je wręczył jestem ważna i wyjątkowa…
Od kiedy zaczęłam pomagać w kwiaciarni, spotykam coraz więcej klientek, które same kupują sobie kwiaty. Coraz mniej jest także klientów, którzy kupują kwiaty bez okazji. I choć można dywagować nad tym dlaczego tak się sprawy mają, to odsłania się smutna prawda o tym, że obecnie żal nam wydać pieniądze na coś, co dawniej było symbolem najgłębszego uczucia, uznania, szacunku i pamięci o kimś. Nie chcę nikogo przekonywać, że kwiaty są numerem jeden w rankingu prezentów. Każdy z nas jest inny i cieszą go inne rzeczy. Fajnie jednak byłoby gdybyśmy doceniali te drobne i kruche cuda natury tak samo jak inne prezenty, a nie traktowali je jako dobro niekonieczne.
Kończąc już z tymi kwiecistymi mowami… ;))
…chciałabym pokazać Wam bukiet, który zrobiłam na prośbę Pauliny. Ten słodki, bo zjadliwy bukiecik, zrobiłam nie z kwiatów, ale z lizaków. Jest to cukierkowa alternatywa dla wszystkich tych, którzy boją się, że kwiaty zwiędną lub po prostu wolą dostać coś materialnego :)
Do jego zrobienia potrzebne nam będą:
- bibuła karbowana
- kolorowe papilotki do muffinek
- długie wykałaczki
- taśma klejąca
- wstążka
(opcjonalnie koraliki, klej na gorąco, klej w sztyfcie, taśma obustronna)
Na początku musimy przygotować papilotki. W zależności od liczby lizaków, szykujemy tyle samo papilotek. Składamy je na pół, połówkę jeszcze raz na pół i powstałą ćwiartkę zginamy jeszcze raz na pół. Następnie otrzymany rożek tniemy tak, by zaokrąglić go na górze i obcinamy u dołu. Po rozwinięciu otrzymujemy pofalowaną papilotkę.
Teraz do każdego patyczka lizaczka wpychamy wykałaczkę i oklejamy go taśmą klejącą. Następnie kolorową papilotkę odwróconą kolorową stroną do wewnątrz, przeciągamy przez wykałaczkę i mocujemy na górze. Polecam zwinąć część papierka lizaka do środka (jeśli jest to lizak w kwadratowym papierku), przepchnąć go przez dziurkę w papilotce i wtedy dopiero owinąć całość taśmą. Lizak osadzony jest głębiej i ładniej będzie się prezentował.
Tak robimy z każdą sztuką lizaka ;)) Jeśli bukiecik składa się z większej ilości lizaków, powyżej dwudziestu, proponuję by lizaczki z wykałaczką i papilotką grupować po 4-5-6 sztuk. Powstałe w ten sposób grupki łączymy razem tworząc bukiecik. Kiedy „łodyżki kwiatków” mamy już owinięte taśmą, nasz lizakowy bukiecik owijamy finezyjnie kawałkiem bibuły, formując kryzę. Miejsca łączeń możemy skleić klejem w sztyfcie, taśmą obustronną lub obwiązać wstążką.
Jeśli mamy klej na gorąco możemy do naszego bukieciku podoklejać kolorowe koraliki lub kokardki. Niech zadziała nam fantazja!
Bukiecik można też zrobić z samych lizaków. Ja wolę jednak wersję z papilotkami, bo dzięki ich zastosowaniu, bukiecik zwiększa swoją objętość. Koszt bukieciku zależy od ilości i ceny lizaków oraz materiałów. Ja zamknęłam się w sumie ok. 5zł.
Zachęcam do robienia własnoręcznych prezentów. Te zdecydowanie smakują lepiej :)
Pozdrawiam,
Asia ;)))
Lubię w te wyjątkowe i bardzo handlowe dni pomagać w zaprzyjaźnionej kwiaciarni, choć nie ukrywam, jest to naprawdę ciężka, fizyczna praca. Jeśli ktoś nie wierzy, zachęcam do pracy w handlu w Walentynki bądź Wigilię. Lubię te dni przede wszystkim dlatego, bo można wtedy usłyszeć wiele ciepłych słów, wysłuchać ciekawych historii od klientów; wtedy też nie jest nam żal wydać kilkadziesiąt złotych na KWIATY. Nie mam tutaj tylko i wyłącznie na myśli zysków dla florystów. Chodzi mi przede wszystkim o to, że właśnie w te wyjątkowe dni, nie szczędzimy pieniędzy na obdarowanie kogoś kwiatami i hojniej niż zwykle, otwieramy swe portfele. W wielu w nas bowiem istnieje przekonanie, że lepiej dać na prezent coś materialnego, coś, co się przyda, bo „inwestycja” w kwiaty jest krótkoterminowa i bezzwrotna.
Kwiaty traktowane są bardzo po macoszemu. Najczęściej dawane są od święta lub na przeprosiny, rzadko bez okazji. Dla mnie - kobiety, są jednym z piękniejszych prezentów na każdą okazję. Przede wszystkim ze względu na doznania estetyczne z nimi związane. Piękny zapach (choć już niestety rzadziej przyjemnie pachną) i odrobina łąki w domu, to coś, czego nie da nam kwiatowa apaszka spryskana najpiękniejszym perfumami. Nade wszystko lubię je dostawać dlatego, iż mam poczucie, że dla tego, kto mi je wręczył jestem ważna i wyjątkowa…
Od kiedy zaczęłam pomagać w kwiaciarni, spotykam coraz więcej klientek, które same kupują sobie kwiaty. Coraz mniej jest także klientów, którzy kupują kwiaty bez okazji. I choć można dywagować nad tym dlaczego tak się sprawy mają, to odsłania się smutna prawda o tym, że obecnie żal nam wydać pieniądze na coś, co dawniej było symbolem najgłębszego uczucia, uznania, szacunku i pamięci o kimś. Nie chcę nikogo przekonywać, że kwiaty są numerem jeden w rankingu prezentów. Każdy z nas jest inny i cieszą go inne rzeczy. Fajnie jednak byłoby gdybyśmy doceniali te drobne i kruche cuda natury tak samo jak inne prezenty, a nie traktowali je jako dobro niekonieczne.
Kończąc już z tymi kwiecistymi mowami… ;))
…chciałabym pokazać Wam bukiet, który zrobiłam na prośbę Pauliny. Ten słodki, bo zjadliwy bukiecik, zrobiłam nie z kwiatów, ale z lizaków. Jest to cukierkowa alternatywa dla wszystkich tych, którzy boją się, że kwiaty zwiędną lub po prostu wolą dostać coś materialnego :)
Do jego zrobienia potrzebne nam będą:
- bibuła karbowana
- kolorowe papilotki do muffinek
- długie wykałaczki
- taśma klejąca
- wstążka
(opcjonalnie koraliki, klej na gorąco, klej w sztyfcie, taśma obustronna)
Na początku musimy przygotować papilotki. W zależności od liczby lizaków, szykujemy tyle samo papilotek. Składamy je na pół, połówkę jeszcze raz na pół i powstałą ćwiartkę zginamy jeszcze raz na pół. Następnie otrzymany rożek tniemy tak, by zaokrąglić go na górze i obcinamy u dołu. Po rozwinięciu otrzymujemy pofalowaną papilotkę.
Teraz do każdego patyczka lizaczka wpychamy wykałaczkę i oklejamy go taśmą klejącą. Następnie kolorową papilotkę odwróconą kolorową stroną do wewnątrz, przeciągamy przez wykałaczkę i mocujemy na górze. Polecam zwinąć część papierka lizaka do środka (jeśli jest to lizak w kwadratowym papierku), przepchnąć go przez dziurkę w papilotce i wtedy dopiero owinąć całość taśmą. Lizak osadzony jest głębiej i ładniej będzie się prezentował.
Tak robimy z każdą sztuką lizaka ;)) Jeśli bukiecik składa się z większej ilości lizaków, powyżej dwudziestu, proponuję by lizaczki z wykałaczką i papilotką grupować po 4-5-6 sztuk. Powstałe w ten sposób grupki łączymy razem tworząc bukiecik. Kiedy „łodyżki kwiatków” mamy już owinięte taśmą, nasz lizakowy bukiecik owijamy finezyjnie kawałkiem bibuły, formując kryzę. Miejsca łączeń możemy skleić klejem w sztyfcie, taśmą obustronną lub obwiązać wstążką.
Jeśli mamy klej na gorąco możemy do naszego bukieciku podoklejać kolorowe koraliki lub kokardki. Niech zadziała nam fantazja!
Bukiecik można też zrobić z samych lizaków. Ja wolę jednak wersję z papilotkami, bo dzięki ich zastosowaniu, bukiecik zwiększa swoją objętość. Koszt bukieciku zależy od ilości i ceny lizaków oraz materiałów. Ja zamknęłam się w sumie ok. 5zł.
Zachęcam do robienia własnoręcznych prezentów. Te zdecydowanie smakują lepiej :)
Pozdrawiam,
Asia ;)))
czwartek, 23 lipca 2015
Lustereczko powiedz przecie, że półeczka jest najładniejsza w świecie :)
Na tapetę wezmę dzisiaj półeczkę i lusterko.
Płot w płot, a dokładniej rzecz ujmując – krawężnik w krawężnik, na ogródkach działkowych sąsiaduje z nami Pani Bronia. Znosi ona tabunami różne dzbanuszki, szafeczki, kapelusze, słoiczki i przystraja nimi swoją działkę. To ta sama, która kiedyś podarowała mi starą, białą szafkę, o której pisałam tutaj: http://najbarwniej.blogspot.com/2013/01/meble-zrob-to-sam.html
Któregoś pięknego dnia wraz z Panią Bronią na nasze RODOS przywędrowała niewielkich rozmiarów, zniszczona i okropnym odcieniu zieleni półeczka. Oczyma wyobraźni już widziałam ją wiszącą w moim pokoju.
I tym razem półka trafiła pod nasz dach. Tato dzielnie pomógł mi ją zeszlifować, o mały włos nie rozcinając sobie nogi, kiedy ze szlifierki wypadła tarcza.
Ja przemalowałam ją na śmietanowy kolor i już kładę na niej różne, mniej lub bardziej potrzebne rzeczy :)
**************************************************************************************
Ostatnio coraz bardziej popularne staje się wykorzystywanie starych rzeczy. Na blogach i stronach o wnętrzach pojawiają się liczne pomysły, propozycje pokazujące jak wykorzystać drewniane palety i nadać im nowe życie.
Palety stworzone zostały w połowie XX wieku przez szwedzki koncern BT Industries i były wykorzystywane transporcie. Dziś przeżywają swój stylowy renesans. Ludzie robią z nich naprawdę cuda: łóżka, ławeczki, półeczki, aranżacje ogrodowe, itd.
Mój Tato zrobił mi z palet lusterko. Samodzielnie wyciął serce, wygładził, ja pomalowałam i wyszlifowałam tak, żeby wyeksponować sęki.
Lusterko wisi już na ścianie. Jest praktyczne, a do tego cieszy oczy :)
Współpraca popłaca, co nie Tato? :)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Asia
Zdjęcia pomysłów z palet pochodzą ze stron www:
http://www.globpal.europal.com.pl/img/img_menu14.JPG
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201301/stylowi_pl_wnetrza_Zyrafy-z-szafy-palety-tapety_3556179.jpg
http://img.zszywka.pl/1/0354/w_8669/ogrod/palety-w-ogrodzie.jpg
http://panidyrektor.pl/wp-content/uploads/2013/11/palety_w_domu_design_zastosowanie_europaleta_we_wnetrzu_DIY_zrob_to_sam_krzesla_lawki_siedziska_1.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/50/fa/fe/50fafe7b1bc5789862e9634e6dcdac69.jpg
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201207/stylowi_pl_diy-zrob-to-sam_wykorzystanie-palet_347396.jpg
Płot w płot, a dokładniej rzecz ujmując – krawężnik w krawężnik, na ogródkach działkowych sąsiaduje z nami Pani Bronia. Znosi ona tabunami różne dzbanuszki, szafeczki, kapelusze, słoiczki i przystraja nimi swoją działkę. To ta sama, która kiedyś podarowała mi starą, białą szafkę, o której pisałam tutaj: http://najbarwniej.blogspot.com/2013/01/meble-zrob-to-sam.html
Któregoś pięknego dnia wraz z Panią Bronią na nasze RODOS przywędrowała niewielkich rozmiarów, zniszczona i okropnym odcieniu zieleni półeczka. Oczyma wyobraźni już widziałam ją wiszącą w moim pokoju.
I tym razem półka trafiła pod nasz dach. Tato dzielnie pomógł mi ją zeszlifować, o mały włos nie rozcinając sobie nogi, kiedy ze szlifierki wypadła tarcza.
Ja przemalowałam ją na śmietanowy kolor i już kładę na niej różne, mniej lub bardziej potrzebne rzeczy :)
**************************************************************************************
Ostatnio coraz bardziej popularne staje się wykorzystywanie starych rzeczy. Na blogach i stronach o wnętrzach pojawiają się liczne pomysły, propozycje pokazujące jak wykorzystać drewniane palety i nadać im nowe życie.
Palety stworzone zostały w połowie XX wieku przez szwedzki koncern BT Industries i były wykorzystywane transporcie. Dziś przeżywają swój stylowy renesans. Ludzie robią z nich naprawdę cuda: łóżka, ławeczki, półeczki, aranżacje ogrodowe, itd.
Mój Tato zrobił mi z palet lusterko. Samodzielnie wyciął serce, wygładził, ja pomalowałam i wyszlifowałam tak, żeby wyeksponować sęki.
Lusterko wisi już na ścianie. Jest praktyczne, a do tego cieszy oczy :)
Współpraca popłaca, co nie Tato? :)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Asia
Zdjęcia pomysłów z palet pochodzą ze stron www:
http://www.globpal.europal.com.pl/img/img_menu14.JPG
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201301/stylowi_pl_wnetrza_Zyrafy-z-szafy-palety-tapety_3556179.jpg
http://img.zszywka.pl/1/0354/w_8669/ogrod/palety-w-ogrodzie.jpg
http://panidyrektor.pl/wp-content/uploads/2013/11/palety_w_domu_design_zastosowanie_europaleta_we_wnetrzu_DIY_zrob_to_sam_krzesla_lawki_siedziska_1.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/50/fa/fe/50fafe7b1bc5789862e9634e6dcdac69.jpg
http://img1.stylowi.pl//images/items/o/201207/stylowi_pl_diy-zrob-to-sam_wykorzystanie-palet_347396.jpg
wtorek, 14 lipca 2015
Stare korale – recykling czas rozpocząć!
Dzisiaj będzie krótko :)
Kilka lat temu panował szał na drewniane korale. Jako że ja i moja Mama jesteśmy maniaczkami biżuterii i ozdób wszelakich – drewniane i inne sznury korali były zakupywane przy każdej okazji. Z różnych okazji także ja dostawałam kolorowe cudeńka i trochę się tego nazbierało. :)
Nie lubię jak coś leży bezużytecznie w szufladach i tylko zajmuje miejsce. Postanowiłam, że wezmę zatem sprawę korali w swoje ręce, zrobię z nich nowe sznury i dam im drugie, użytkowe życie. Powstałe korale prezentują się tak:
Teraz częściej i bardziej w ochoczo dekoruję swoją szyję koralami w wersji "na bogato" :)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Asia :)
Kilka lat temu panował szał na drewniane korale. Jako że ja i moja Mama jesteśmy maniaczkami biżuterii i ozdób wszelakich – drewniane i inne sznury korali były zakupywane przy każdej okazji. Z różnych okazji także ja dostawałam kolorowe cudeńka i trochę się tego nazbierało. :)
Nie lubię jak coś leży bezużytecznie w szufladach i tylko zajmuje miejsce. Postanowiłam, że wezmę zatem sprawę korali w swoje ręce, zrobię z nich nowe sznury i dam im drugie, użytkowe życie. Powstałe korale prezentują się tak:
Teraz częściej i bardziej w ochoczo dekoruję swoją szyję koralami w wersji "na bogato" :)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Asia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








