Znacie Michaela Bublé? Pierwszą piosenką jaką usłyszałam w jego wykonaniu było „Feeling Good”. Wtedy totalnie zauroczył mnie jego głos, nienagannie czysty śpiew i talent.
Michael jest prekursorem nowego gatunku muzycznego jakim jest jazz popularny. Od dobrych sześciu lat jestem miłośniczką standardu. Franka Sinatry, Tony’ ego Bennetta, Elli Fitzgerald oraz młodziaków: Diany Krall, Norah Jones czy Amy Winehouse słucham często, jednak czasami muszę sobie zrobić od nich przerwę, bo mnie przytłaczają. Michaela jednak mogę słuchać non stop. Jego muzyka jest taka lekka, miła dla ucha i niebywale piękna (i samemu Bubléowi niczego nie brakuje, hihihi). :)
Ostatnio odżałowałam ponad czterdzieści złotych, żeby zamówić jego autorską książkę.
Z bólem serca muszę przyznać, że lektura nieco mnie rozczarowała. Wiadomo, że Bublé pisarzem nie jest, jednak decydując się wydać książkę, trzeba coś w niej i nią zaprezentować. Autobiografia zawarta została w nieco ponad siedemdziesięciu stronach (jakaś 1/3 objętości całości) do fenomenalnych nie należy. Styl autora średni, zdecydowanie za mało tekstu i ładu. Co prawda jej wydanie jest przepiękne, wiele w niej cudnych fotografii Michaela (autorstwa Deana Freemana), jednak po "autobiografii" spodziewałam się czegoś ambitniejszego, niż tylko fotoksiążki.
Jaka by jednak kiepskie w moim odczuciu nie było jego dzieło, to muzycznie i tak będę wychwalać go pod niebiosa :)Poniżej posyłam Wam kilka linków do moich ulubionych piosenek Majkelka :)
Czy ktoś z Was czytał „Na scenie za sceną”? Jakie są Wasze odczucia? :) Co sądzicie o jego twórczości? :)
Pozdrawiam serdecznie,
Asia ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 czerwca 2013
czwartek, 6 czerwca 2013
Dzień Dziecka - tydzień później :)
Taaaaaak długo mnie tu nie było! Nadeszła sesja, więc coraz więcej i więcej do zdawania... Na zmianę kolosy, egzaminy, zaliczenia - totalny zawrót głowy! Dlatego w czerwcu może tu być bardzo ubogo. Przepraszam i obiecuję poprawę! :) Jak znajdę nieco wolnego to czekają mnie 3 sesje foto i realizacja nowej porcji pomysłów! Już nie mogę się doczekać! :))
***
Na Dzień Dziecka od rodziców dostałam dwa cudne prezenty: książko-album florystyczny i Muminka! :) Podarunki jak najbardziej trafione i piękniste (jeszcze raz za nie dziękuję!) :)

.JPG)
Książkę polecam nie tylko przyszłym i zawodowym florystom, ale wszystkim tym, którzy kochają kwiaty i ładnie wydane książki. Oprócz podstaw florystki, teorii barw i opisu narzędzi florystycznych - znajduje się w niej wiele innych tematów, cudnych zdjęć, ciekawych porad i uroczych kompozycji. Ponadto jeden z rozdziałów poświęcony został fotografowaniu kwiatów - czyli porcja praktycznych wskazówek o dobrym kadrowaniu, oświetlaniu, eksponowaniu kompozycji, etc. :) Warto nacieszyć swe oczka! A oto kilka migaweczek:
.JPG)
.JPG)
.JPG)
... no i Muminek... :))

... który kojarzy mi się z dzieciństwem i wieczorynkami. Mój rocznik chyba był jednym z ostatnich (szczęśliwych), który oglądał (jeszcze) dobre bajki na dobranoc. Bolek i Lolek, Resio, Kasztaniaki, Smerfy, Muminki...Ech... to były czasy! :)
Muminek dołączył do Zuzi i teraz razem kontrolują moją naukę :D

Uciekam powtarzać nurty i teorie socjologiczne, ich przedstawicieli i inne cuda. Jutro przeto egzamin z historii socjologii!!!
Pozdrawiam,
Asia :)
***
Na Dzień Dziecka od rodziców dostałam dwa cudne prezenty: książko-album florystyczny i Muminka! :) Podarunki jak najbardziej trafione i piękniste (jeszcze raz za nie dziękuję!) :)
Książkę polecam nie tylko przyszłym i zawodowym florystom, ale wszystkim tym, którzy kochają kwiaty i ładnie wydane książki. Oprócz podstaw florystki, teorii barw i opisu narzędzi florystycznych - znajduje się w niej wiele innych tematów, cudnych zdjęć, ciekawych porad i uroczych kompozycji. Ponadto jeden z rozdziałów poświęcony został fotografowaniu kwiatów - czyli porcja praktycznych wskazówek o dobrym kadrowaniu, oświetlaniu, eksponowaniu kompozycji, etc. :) Warto nacieszyć swe oczka! A oto kilka migaweczek:
... no i Muminek... :))
... który kojarzy mi się z dzieciństwem i wieczorynkami. Mój rocznik chyba był jednym z ostatnich (szczęśliwych), który oglądał (jeszcze) dobre bajki na dobranoc. Bolek i Lolek, Resio, Kasztaniaki, Smerfy, Muminki...Ech... to były czasy! :)
Muminek dołączył do Zuzi i teraz razem kontrolują moją naukę :D
Uciekam powtarzać nurty i teorie socjologiczne, ich przedstawicieli i inne cuda. Jutro przeto egzamin z historii socjologii!!!
Pozdrawiam,
Asia :)
środa, 19 września 2012
Z Hajerem na kraj Indii...
Dwa dni temu skończyłam czytać książkę pt: „Z Hajerem na kraj Indii”
(wyd. Annapurna, 2011 ). Autor – Mieczysław Bieniek - to były górnik kopalni Wieczorek. Po wypadku i przejściu na przymusową emeryturę postanowił podróżować. Swoje wyprawy opisuje w niezwykle zabawny sposób. W „Hajerze na kraju Indii” możemy poznać ciekawostki kulturowe Indii, ale także odnaleźć liczne nawiązania do tradycji i anegdot rodem ze Śląska. Specyficzna korelacja języka polskiego i gwary śląskiej powoduje, że książka staje się bliższa czytelnikowi. Z książki Bieńka możemy także wyłuskać wskazówki jak tanio podróżować oraz radzić sobie i jak nie poddać się z trudnych sytuacjach. Książka ta nie dość że uczy, bawi i wychowuje, to daje także zachwyca swoją kolorową szatą graficzną. To wspaniałe opowiadania i album fotograficzny w jednym.
< Zdjęcie z http://lubimyczytac.pl/ksiazka/115251/z-hajerem-na-kraj-indii
A oto dwie, moje ulubione anegdoty z książki:
Hajer w tej historii był w klasztorze w Hemis, gdzie jak głosi legenda, między 15 a 20 rokiem życia przebywał Chrystus:
„Uroczystości trwały dwie doby non stop, choć ja byłem już tak zmęczony, że na noc poszedłem spać, by wrócić rankiem następnego dnia. Nieprzebrane tłumy widzów przesuwały się na górne piętra, czasami dosłownie można było nogi podwinąć i tłum niósł Cię w powietrzu. Na jednym z pięterek próbuję zrobić zdjęcie , a tu mnie przesuwają, to w lewo, to w prawo, raz w górę, raz w dół. Na scenie dzieje się tyle ciekawych rzeczy, a ja nie potrafię zrobić zdjęcia, bo bez przerwy mną ferlają. Próbuję raz, drugi w końcu wyrwało mi się po polsku:
-Cofcie się na bok, boch jeszcze dzisiaj nikogo nie opierdolił!
-Mietek? – słyszę w odpowiedzi.
-Mietek. A skąd Ty mnie znasz? – pytam.
-Hajer!
Okazało się, że z napotkanym Polakiem korespondowałem ponad dwa lata, a spotkaliśmy się na tak niesamowitej uroczystości gdzieś na końcu świata. I jak tu nie wierzyć w magię takich miejsc.”
I jeszcze jedna:
„Przed posiłkiem udaliśmy się na zakole rzeki, by wykapać się w wodach świętej Gangi. Jedna z turystek rozebrała się do bielizny i próbowała wejść do rzeki, ale woda była lodowata. Nie zdawała sobie przy tym sprawy, jakie może to mieć konsekwencje , zwłaszcza w tak świętym miejscu. Obok bowiem medytował święty mąż. Na widok rudej dziewczyny o seksownych kształtach od razu wskoczył do lodowatego nurtu. Obserwowałem tę scenkę i wyglądało to tak, jakby ów mąż zapomniał o swojej świętości i chcąc ugasić podniecenie pływał kilka minut tam i z powrotem, łapiąc tylko powietrze w płuca. Pływał z prędkością motorówki, takiego nabrał wigoru. Ależ te kobity potrafią namieszać!”
Pod tekstem pojawił się przypis: „Skuli pity chłop zabity – tak by to na Śląsku dosadnie skomentowali”.
W najbliższym czasie mam zamiar wziąć na tapetę książkę „Hajer jedzie do Dalajlamy” (2010r.), która została nagrodzona w konkursie „Najlepsza książka podróżnicza na lato”.
^ Pan Mieczysław Bieniek. Zdjęcie z: http://magiaksiazki.blogspot.com/2011/10/katowickie-targi-ksiazki-niedziela.html
Przy okazji tej książki chciałabym jeszcze wspomnieć, że o Hajerze powstał także film dokumentalny – „W drodze” Pawła Wysoczańskiego, studenta Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego - który gorąco polecam :)
< Zdjęcie z: http://www.gornicza.com.pl/?mod=Periodics&acn=exeConcrete&id=1077
Pozdrawiam,
Najbarwniej :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


