Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja ze zwierzakiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sesja ze zwierzakiem. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 kwietnia 2021

Spencer :)

Jeśli szczęście można zważyć to w tym przypadku waży ono dokładnie 637g. Przedstawiam Wam Spencera, słodkiego yorczka moich sąsiadków. Ja się w nim zakochałam :)
Spencer w objęciach swojej właścicielki :)

wtorek, 24 marca 2020

Lupu. Kiedy fotografia staje się inspiracją.

Na pewno każdy z Was ma w swoim skarbczyku fotografii takie, które są mu bliskie, na takich, których fajnie wyszedł czy takie, które po prostu lubicie oglądać. Często prócz tego, że zdjęcia te wywołujecie na pamiątkę do albumów, to zwykle stają się inspiracją do zrobienia fotoksiążek, obrazów ze zdjęć, zaproszeń, fototapet, etc. Dziś, chcę Wam opowiedzieć jak fotografia stała się tatuażem.

W czerwcu miałam ogromne szczęście być w malowniczych Bieszczadach. 🏞


Podczas postoju na tarasie widokowym udało mi się zrobić wyjątkowe zdjęcie Lupuska.


Lupu z powyższego zdjęcia, to pies mojego brata i jego dziewczyny. Jest on bardzo energicznym zwierzakiem, co ściśle związane jest z jego rasą. Nie wiem czy wiecie, ale Border Collie służyły i nadal służą do zaganiania owiec. Te psy pasterskie przez co prócz wyśmienitej kondycji fizycznej, od zawsze musiały wykazywać się niezwykłym sprytem i inteligencją, by w ryzach utrzymać całe stado.

Fotografowie na pewno potwierdzą, że takim wulkanom energii bardzo ciężko zrobić fajne i ostre zdjęcie. Mi udało się zatrzymać zdjęcie Lupuska na fotografii, w której zakochali się jego właściciele, a która stała się inspiracją do… tatuażu.

Mój brat od dawna marzył o „dziarce”. Postanowił, że jego łydkę ozdobi wizerunek Lupu ze zdjęcia. I tak powstał projekt: szkic z akwarelowymi kleksami, który zrobiła i w całości wykonała Anna Strashkeva z Tattoo Studio Banana Mafia Lublin.

W ten sposób Lupu pozostał przy (i na) nodze swojego Pana na zawsze.



Wizerunek ze zdjęcia także ja wykorzystałam by zrobić prezent Marcelinie. Hiszpańska firma BOBO BIRD wykonała dla mnie drewniany zegarek, na którego cyferblacie został wygrawerowany (nie kto inny jak) Lupu 🐺



Czy Wy też macie takie zdjęcia, które stały się inspiracją i znajdują się gdzieś indziej, niż tylko w albumie? :)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Fago :)

Ostatnio było o tym - czym najlepiej odmierzać czas. A jak odmierzyć szczęście? Z całą pewnością można odmierzyć je kilogramami.

Poniżej Fago - kilogram szczęścia cioci Basiuni :)














Gdyby nie ciemne uszka Fagusia, na zdjęciach byłoby widać jedynie biały kocyk :D Jak w poniższym linku:
https://www.youtube.com/watch?v=HR0NJfPj-no

wtorek, 17 maja 2016

Ten stan :)

Znacie ten stan, kiedy wisi nad Wami niedokończony projekt, czeka na Was od dawna odłożona „na później” praca, a Wy wciąż nie nadążacie z bieżącymi sprawami? Jeśli tak, to witajcie w klubie. Dzisiaj zatem będzie króciutko.

Przestawiam Wam kilka migawek z Monią i Łukaszem oraz Olusiem, który jeszcze jest pod serduszkiem swojej mamusi, a już za chwilkę będzie pośród nas. :)





Amatorskie zdjęcia zapewne nie miałby takiego kształtu, gdyby nie niezastąpiona pomoc i pomysły Pauli oraz modelki Moni :D Dzięki dziewczyny ; )



Ponoć dwadzieścia, trzydzieści lat temu odsłonięty brzuch ciężarnej był w bardzo złym guście. Dziś sesje „brzuszkowe” bywają bardzo odważne. Co sądzicie o nowomodzie sesji przyszłych mam?

Pozdrawiam Was gorąco,
Asia


piątek, 25 października 2013

Dzień Kundelka :)

25 października to Dzień Kundelka.

Przed Wami Tosia, niespełna dwumiesięczna psinka moich sąsiadów.

















......................................................................................................................

W naszym domu odkąd pamiętam zawsze były zwierzęta. Papugi, chomiki, świnki morskie, rybki, a nawet jeż i gniazda ptaków w glinianym dzbanku za oknem. Rodzice jednak nigdy nie zgodzili się na konia na balkonie, którego pragnęłam mieć jako mała dziewczyna. Trudno, ich strata… hihihi :)

Dobrych kilka lat temu pierwszy raz pod nasz dach trafił pies: ogromny sznaucer olbrzym. Była bardzo mroźna zima, kiedy mój brat wracając od kuzyna znalazł go na dworze. Oczywiście litościwy Maciuś przytaszczył psa ze sobą do domu. Jako dobre dzieci nakarmiliśmy Zmarzlucha czym popadło: makaronem i porcją rosołową z niedzielnego obiadu, gulaszem, szynkami oraz innymi rarytaskami. Kiedy psiak porządnie się nasycił, zaległ na podłodze w przedpokoju. A że było to baaaaardzo duże zwierze (a nasze mieszkanie ma 48m2) w domu nie dało się w ogóle ruszyć. Jakież wielkie było zdziwienie rodziców, kiedy wrócili z pracy i na panelach zobaczyli leniwie wylegujące się ogromne psisko a w lodówce tylko światło. Decyzja była natychmiastowa – żadnego psa w naszym domu nie będzie. Z łzami w oczach wielkimi jak grochy, maszerowaliśmy z braciszkiem po całym osiedlu szukając właściciela sznaucera olbrzyma…

Innym razem – również w środku zimy – zadzwoniła do nas ciocia, mówiąc że jest do oddania pies: malutki, podobny do yorka (jak się później okazało - stwór yorkopodobny gatunku drugiego), znaleziony na wsi. W moich oczach zapaliły się iskierki nadziei. Pojechaliśmy zobaczyć kundelka. Tato jednak wielokrotnie w drodze nadmienił, że psa NIE weźmiemy! Skończyło się na tym, że z mamą u boku i psem na rękach wracałyśmy kilka kilometrów piechotą. Bobika przywitaliśmy godnie w naszych skromnych progach - staropolskim zwyczajem - kromką chleba ze smalcem, którą pochłonął w mgnieniu oka. Z biegiem czasu pies najbardziej ukochał (o ironio!) mojego Tatę. Ze wzajemnością. Niestety Bobiczka, nie ma już wśród nas…

Psy to najcudowniejsze zwierzęta na ziemi. Wnoszą tyle miłości pod dach domu właściciela, że nawet na przymusowe spacery w środku nocy czy w mrozy stulecia przymyka się oko.
Kundle są najbliższe mojemu sercu. To najwdzięczniejsza „rasa”. Szczególnie te, które zostały przygarnięte po wyrzuceniu przez poprzedniego „właściciela" z samochodu, znalezione na ulicy lub wzięte ze schroniska. Potrafią po stokroć odpłacić się bezwarunkową i bezgraniczną miłością. Kto przygarnął takowego, ten wie, o czym mówię.

Mój wielorasowy Precel również jest Znajdą. Charakterny z niego Indywidualista, polujący całe dnie (przez okno oczywiście) na rudego kota z bloku naprzeciwko.
Nic tak nie poprawia mi nastroju jak jego: ciągnięcie za nogawkę na przywitanie, przynoszenie zabawki pod stopy z wyrazem oczu „pobaw się ze mną”, machanie łapkami czy głośne chrapanie nad ranem. Nawet szybki sus wprost do łóżka, na świeżo przebraną pościel, z brudnymi jak sto górników łapkami jest pięknym widokiem. Pod warunkiem, że mama tego nie zauważy! :)) Najcudniejsze psisko na świecie.

Salonowiec nasz kochany w wersjach różnych - różnistych:




















Czy Wy też macie psiaki? Czekam na Wasze komentarze :))
Pozdrawiam,
Asia